Pszczoły świata - Jerzy Woyke

O pszczołach świata z rodzaju Apis, hormonie kanibalizmu, pszczołach rebeliantkach, lotach godowych, pięciu tysiącach dolarów od Allaha, a także o telitokii, gynandromorfach, hinduskim św. Antonim mówił nam profesor Jerzy Woyke (1926-2022).

Tropem pszczół zjeździł cały świat. Ich śladem dwa razy okrążył równik. Polski naukowiec był jednym z najwybitniejszych na świecie znawców pszczół azjatyckich. Na jego prośbę hinduskie bóstwo hinduskie Ganesza wołało rójki pszczół do badań. ;)
ilustracja odcinka
  1. 05:18 Rodzaje i gatunki na świecie
  2. 17:41 Ewolucja pszczół
  3. 22:17 Determinacja płci
  4. 29:23 Trutówki i gynandromorfy
  5. 34:28 Diploidalne trutnie
  6. 38:42 Selekcja płciowa
  7. 45:50 Uzurpacja gniazda
  8. 51:03 Mitologia egipska
  9. 53:03 Jak nie zostałem krezusem
  10. 58:46 Misja w Afganistanie
  11. 66:12 Dzika czy udomowiona?
  12. 68:28 Przygoda w USA
  13. 71:53 Mitologia hinduska
  14. 77:21 Zakończenie

Panie Profesorze, jest Pan światowej sławy naukowcem, autorem wielu rewolucyjnych odkryć z życia pszczół, badaczem docenianym przez najbardziej prestiżowe gremia naukowe. Ale każda kariera ma swój początek. Jak to było w Pańskim przypadku...

Zaczynałem od trzmieli. Jako mały chłopak wykopywałem gniazda trzmieli i wkładałem do domków. Na Pomorzu mieliśmy 90 hektarów ziemi. Mój ojciec był rolnikiem i hobbystycznie interesował się owadami. Poczwarkę motyla zabieraliśmy do ciepłego domu i obserwowaliśmy ją. Patrzyliśmy, jak po jakimś czasie osłonka zaczynała pękać i wychodził z niej motyl ze zwiniętymi skrzydłami. Następnie nadymał się kilka razy w ten sposób, że skrzydła powoli się otwierały i wkrótce odlatywał. Takie przyrodnicze wspaniałości pokazywał mi ojciec. Zainteresowanie przyrodą mam więc po nim. Mam nawet kolekcję motyli w gablocie. Poza pszczołami w mniejszym stopniu interesuję się innymi owadami.

Pana pasja i praca naukowa miały wpływ na Pana życie. Podróżował Pan badając życie pszczół niemal po całym świecie...

Pobieżnie obserwowałem pszczoły w 98 krajach świata, natomiast szczegółowe badania prowadziłem w 24 krajach. Dwa razy objechałem świat dookoła, w latach 1973-74 i 1976-77. Jeśli mam być szczery, to niespecjalnie lubię podróżować. Po prostu musiałem to robić, aby prowadzić badania.

Wykłady prowadził Pan w wielu językach...

Wykładałem w siedmiu językach, łącznie z polskim. Potrafię się jednak porozumieć jeszcze w kilku innych. Pomimo to w niektórych państwach, np. w Wietnamie, miewałem problemy. Specjalnie dla pszczelarzy przygotowałem tam kurs po francusku, gdyż w XIX wieku Wietnam był kolonią francuską. W trakcie prelekcji zorientowałem się jednak, że tłumacz nie zna żadnych francuskich fachowych terminów pszczelarskich. Okazało się, że znała je tylko jedna osoba, ale w języku hiszpańskim. Dlatego z wietnamskimi pszczelarzami porozumiewałem się po hiszpańsku. Zresztą bardzo lubię ten język.

Obok prof. Jerzego Wilde jest Pan uważany za jednego z czołowych znawców pszczół azjatyckich na świecie. Czy to znaczy, że Azjaci nie interesują się swoimi pszczołami?

Naukowcy azjatyccy rzadziej zajmują się swoimi pszczołami z powodów gospodarczych. Podchodzą do tego bardziej praktycznie. My zajodynowaliśmy się pszczołami Azji z zamiłowania i ciekawości. U pszczół lokalnych (Apis laboriosa) miodobranie jest trudne; np. musi się odbywać w nocy. Rodzina pszczół wschodnich (Apis cerana) w czasie maksymalnego rozwoju składa się z około 10 tys. robotni, czyli jest ich mniej niż w rodzinach pszczoły miodnej, w których jest od 60 do 100 tys. osobników, co wpływa zasadniczo na zbiory miodu. W rezultacie w tych samych warunkach pożytkowych pszczoły europejskie produkują aż 10 razy więcej miodu. W związku z tym w lokalnych ośrodkach częściej badano pszczoły dla nich egzotyczne, czyli nasze miodne.

W Polsce mamy jeden gatunek pszczół z rodzaju Apis - wspomnianą już pszczołę miodną (Apis mellifera) - oraz wiele innych gatunków z nadrodziny pszczół Apoidea. Na świecie żyje jednak więcej pszczół z rodzaju Apis i jeszcze więcej z całej nadrodziny pszczół Apoidea. Jak wyglądała ewolucja pszczół?

Pszczoły pojawiły się w okresie geologicznym, który nazywamy kredą, Wtedy też pojawiły się pierwsze kwiaty. Wcześniej istniały różne rośliny, ale zarodnikowe. Gdy pojawiły się kwiaty, to wraz z nimi, oczywiście także pszczoły. Owady te od tego czasu ewoluowały na różne sposoby. Nastąpił nawet taki okres, kiedy były wielkie wybuchy wulkanów, a niebo zaszło pyłem. Wyginęły wtedy wszystkie dinozaury [lądowe: przyp. JJ], ale pszczoły przeżyły. Zwykłem mawiać, że jeśli pszczoły przeżyły dinozaury, to przeżyją też inne trudności, naturalnie lub sztucznie się selekcjonując.

Czym różnią się egzotyczne pszczoły od naszych, krajowych?

Wszystkich pszczół jest tyle, że nie sposób opowiedzieć o nich w skrócie, dlatego skupię się na najbardziej popularnych. W obu Amerykach żyją bardzo interesujące pszczoły z rodzaju Melipona i Trigona. Te pierwsze są podobne do naszych, choć nie budują plastrów, tylko coś w stylu takich „kupek”, w których składują miód. Natomiast „trigony” są mniejsze, mniej więcej jak muchy. Kiedy europejscy koloniści sprowadzili do Ameryki pszczoły miodne, Indianie nazywali je „muchami białego człowieka”. Istnieje tam oczywiście bardzo wiele różnych pszczół samotnic, które w ogóle nie produkują miodu. One potrafią na przykład składać w łodydze nawet 10 jaj w jednym rzędzie, a są też takie, które żyją w glinianym murze.

Pozostańmy przy pszczołach z rodzaju Apis... Skąd ta nazwa?

Czy słyszał Pan o bóstwie Apis w Egipcie? Apis był bykiem z białym trójkątem na głowie. Takiego byka mumifikowano podobnie lak ciała faraonów. W suchym klimacie Egiptu ciało martwego byka często samo wysychało, a w środku jego mumii robiła się pusta przestrzeń, Pszczoły egipskie roiły się bardzo często i osiedlały w takich zmumifikowanych bykach. Ludzie myśleli, że w takich mumiach pszczoły się rodzą, po czym z nich wylatują. Tak się przyjęło. Dlatego w Grecji pszczoły nazwano Apis. Na świecie żyje 8 gatunków z tego rodzaju.

Za kolebkę pszczół z rodzaju Apis uważamy...

...Afrykę. Pierwsze takie pszczoły pojawiły się w Afryce i stamtąd rozprzestrzeniły się po świecie. Pierwotnymi obszarami, które zasiedlały pszczoły z gatunku pszczół miodnych (Apis melllfera) są Afryka i Europa. Do pozostałych części świata zostały wyeksportowane. Głównie z tego powodu, że lokalne pszczoły nie dawały dużo łatwo dostępnego miodu. To jest interesujące zjawisko. Pozostałe 7 gatunków zamieszkuje tylko Azję. Żyją tam pszczoły olbrzymie z podrodzaju Megaapis, Należą do nich, pszczoła olbrzymia (Apis dorsata), która buduje plastry pod konarami wielkich drzew lub pod różnymi nawisami, oraz pszczoła skalna (Apis laboriosa), które buduje, gniazda tylko pod nawisami skalnymi w Himalajach. Produkuje ona duże ilości miodu. Według niektórych źródeł nawet do 100 kq w jednym gnieździe.

W Azji żyją również mniejsze pszczoły takie jak pszczoła wschodnia (Apis cerana), Apis nigrocinta i Apis koschevnikovi oraz najmniejsze dwie pszczoły z podrodzaju Micrapis: Apis florea i Apis andreniformis. Florea, czyli karliczki właściwe budują gniazda pod gałęziami drzew o wielkości mniej więcej 20-30 cm. Pszczoły drugiego gatunku karliczek są jeszcze mniejsze. Gniazda mają podobne, ale budują gniazda nie pod gałęziami drzew, a – krzewów. Pszczoły te produkują niewielkie ilości miodu, około 10 do 30 dag.

Czy wszystkie pszczoły z rodzaju Apis tolerują w ulu tylko jedną matkę...

Zwykle wszystkie mają jedną matkę. choć tymczasowo może być ich więcej. Gdy chcą się roić to wtedy z mateczników może kilka matek jednocześnie. Jeżeli matka jest bardzo stara i wydziela mało substancji matecznej, to wtedy pszczoły wychowują młodą matkę z tzw. cichej wymiany. Matki te nie walczą ze sobą. Mają ten sam zapach. W końcu po jakimś czasie, czasem nawet po 2-3 miesiącach stara matka ginie i zostaje młoda.

Tymczasem pszczoły egipskie - w odróżnieniu od Apis - są w stanie podobno przez jakiś czas tolerować w rodzinie wiele matek. Czy tak?

Tak. Nawet bardzo wiele. Opowiem pewną anegdotę. Kiedyś była ogromna moda na drogie mleczko pszczele. Matka pszczela żyje 5 lat, a robotnica w lecie - 5 tygodni. Ludziom wydawało się, a propaganda to podbijała, że jak ktoś będzie jadł dużo mleczka, to będzie długo żył. Nasze pszczoły potrafiły wychować 10-20, a nawet 30 mateczników. U pszczół egipskich, choć trudno to sobie wyobrazić, tych mateczników jest 400. Będąc na Uniwersytecie w Kairze, otworzyłem kiedyś taki ul i pod daszkiem zobaczyłem kilkadziesiąt matek. Pomyślałem, że to można wykorzystać do produkcji mleczka w olbrzymich ilościach. Przy ówczesnej koniunkturze w ciągu roku zostałbym krezusem. Postanowiłem wziąć je do Polski. Nie miałem jednak klateczek, więc włożyłem je do pudełek po zapałkach, po jednej matce z kilkunastoma robotnicami. Te pudełka, których miałem około 30, były z kartonu, a nie ze sklejki. Wracałem z żoną samolotem. W pewnym momencie żona mówi: „Patrz! Pszczoła na oknie!” Złapałem ją szybko, ale zobaczyłem kolejne... Bałem się, że gdy kogoś użądlą, to ludzie wpadną w samolocie w panikę. Wziąłem więc całą torbę, w której były pudełka i, żeby ją otworzyć, poszedłem do toalety. Tam okazało się, że większość pszczół uciekła z pudełek. Wydawało mi się, że jest to rój. Przeraziłem się, że spowoduję katastrofę. Całe szczęście, że pszczoły latając w toalecie, były systematycznie wciągane przez górny wentylator do wysysania nieświeżego powietrza. Wentylator wciągnął je wszystkie. Niemniej kilka, które nie uciekły, udało mi się przywieźć do Polski. 0 ironio, na miejscu okazało się jednak, że w każdym z tych setek mateczników mleczka jest bardzo mało. Sumarycznie było mniej niż w ulu pszczół europejskich, u których jest nawet nadmiar mleczka, tak że larwa nie jest w stanie go zjeść. Jak widać, nic z tego interesu nie wyszło. Wszystkie pszczoły z rodzaju Apis budują plaster z wosku. Natomiast pozostałe - nie. Większość nawet nie buduje plastrów.

A co z miodem? Czy wszystkie pszczoły z rodzaju Apis produkują miód?

Tak. Jedne więcej, drugie mniej, ale miód produkują wszystkie.

Czy na świecie jest więcej pszczół społecznych czy samotnic?

To zależy od tego, co ma Pan na myśli. Jeżeli myśli Pan o liczbie gatunków, to zdecydowanie dominują samotnice. Natomiast jeżeli pyta Pan o poszczególne osobniki, to oczywiście wyżej są pszczoły społeczne, bo w jednej rodzinie, w skrajnym przypadku, może być nawet do 100 tys. osobników. Należy też wspomnieć, że istnieją pszczoły, których forma życia to coś pomiędzy eusocjalnością [prawdziwie społeczne - JJ.] a życiem samotnym.

Cykl życia pszczół związany jest z cyklem roślin okrytonasiennych...

Tak. Dobrze to widać na przykładzie współczesnej Polski. Kiedyś większość terenów porastały lasy, których potem zaczęło ubywać i pojawiły się wrzosowiska. Była nawet taka pszczoła, zwana wrzosówką, która bardzo późno dochodziła do siły, ponieważ wrzos był ostatnim późnym pożytkiem. Natomiast dziś coraz więcej kwiatów kwitnie wiosną, np. rzepak na bardzo dużych areałach. Pszczoły krajowe środkowoeuropejskie (Apis mellifera mellifera) rozwijają się na rzepak za późno. Na takie pożytki lepsza jest pszczoła zwana krainką (Apis mellifera carnica).

Jak wygląda pszczoła wrzosówka?

Daje małe, rojliwe i żądlące rodziny, które rozwijają się do należytej siły na czas kwitnienia wrzosów. Natomiast krainka - odwrotnie: jest bardzo łagodna i mało się roi.

Czy pszczół należy się bać?

To jest dobre pytanie. Pszczół nie należy się bać. żądlenie prowokuje człowiek, kiedy np. stoi na trasie ich lotu lub macha rękoma. Pszczoły mają inaczej zbudowane oczy niż my. One nie widzą jednego obrazu, bo ich narząd wzroku składa się z małych, pojedynczych komórek. Co więcej, tych komórek jest bardzo dużo.

To się chyba nazywa oko złożone?

Tak. Pszczoły nie widzą jednego obrazu, tylko pojedyncze punkty. Matka pszczela takich komórek ma w oku około 4 tysięcy, pszczoła robotnica 6-8 tysięcy, natomiast truteń 10-12 tysięcy. Niech Pan sobie wyobrazi, że trzyma Pan ręce w spokoju. Pszczoły patrzą na końce pańskich palców i widzą dwa lub trzy punkty. Jeżeli zacznie Pan ruszać rękami, to pszczoła zobaczy sto, dwieście, a nawet tysiąc punków. Szybkie ruchy powodują, że pszczoła nas użądli.

To znaczy, że przy ulu zachowujemy spokój i opanowanie...

Tak. Jeżeli pszczoły żądlą (bo są mniej i bardziej żądliwe), to należy spokojnie odejść, przykrywając głowę, aby pszczoła nie wplątała się nam we włosy, bo wtedy jej się wydaje, że jest uwięziona i zaczyna żądlić. Należy więc nakryć głowę czapką, a jak nie mamy czapki, to ręką, i odejść w spokoju. Wtedy żadna pszczoła nie użądli i nie trzeba się ich bać.

Panie Profesorze, dlaczego truteń ma największe oczy złożone?

Dlatego, aby w czasie lotu weselnego, w powietrzu, na dużej wysokości mógł szybko i wyraźnie zobaczyć matkę. Trutnie, które miały mniejsze oczy wyginęły w procesie ewolucji. Miały mniejsze szanse unasienienia matki.

Ilu „absztyfikantów" może mieć matka pszczela?

To też badałem. średnio - około ośmiu, ale są spore różnice i zdarzają się matki unasienione nawet przez dwadzieścia cztery trutnie. Zbadałem też, dlaczego matka potrafi wylatywać po przerwie jedno-dwudniowej na drugi lot godowy, a nawet na trzeci. Jeżeli po pierwszym locie ma za mały zapas nasienia, leci unasienić się ponownie. Określenie „za mało” oznacza np. milion zamiast pięciu milionów plemników. Ale dlaczego matka wraca do ula, jeśli ma za małą liczbę plemników? Każdy truteń, który kopuluje z matką zostawia część swojego narządu kopulacyjnego w końcu odwłoka matki, w tzw. komorze żądłowej. Jeżeli matka nie może usunąć poprzedniego znamienia weselnego, to musi wrócić do ula, aby robotnice go usunęły. Jak dochodzi do zapłodnienia jaja? Jajo powstaje w jajniku matki, następnie przechodzi przez jajowody, wtedy matka wypuszcza ze zbiorniczka nasiennego średnio 10 plemników na jedno jajo, z których tylko jeden zapłodni. Do jaja wchodzi nawet więcej plemników, średnio 2-4, ale w momencie, kiedy główka pierwszego wniknie do jądra jaja, reszta zostaje rozpuszczona przez plazmę jaja. Czasami zdarza się jednak, że jednocześnie połączy się więcej plemników. Powstaje wtedy mozaika genetyczna. Pół lub ćwierć pszczoły może mieć inne DNA niż reszta. Fenotypowo część pszczoły może wyglądać inaczej niż reszta, np. prawa strona może wyglądać inaczej niż lewa lub przód robotnicy ma inne ubarwienie niż tył.

Jak wygląda determinacja płci u pszczół?

O determinacji płci decydują geny. Z jaj niezapłodnionych z pojedynczą liczbą chromosomów (czyli 16) powstają samce, czyli trutnie. Z jaj zapłodnionych z podwójnym garniturem chromosomów (czyli 32) powstają samice. Rozmnażanie z jaj niezapłodnionych nazywa się partenogenezą. Truteń nie ma ojca. Na początku wydawało się to bardzo dziwne, że to właśnie z jaj niezapłodnionych powstają trutnie, a nie samice. Odkrył to polski ksiądz Jan Dzierżon [1811-1906 - red.]. Od ogłoszenia tego odkrycia przez kolejne 50 lat toczyła się na świecie wielka batalia; ostatecznie jednak przyznano mu rację. Ludziom łatwiej byłoby zrozumieć, że z jaja niezapłodnionego powstaje samica. To, że powstaje samiec było dla nich niewyobrażalne.

U ludzi płeć jest determinowana przez specjalne chromosomy X i Y (zazwyczaj kobieta ma XX, a mężczyzna - XY). U pszczół istnieje ponad 12 alleli genu determinującego płeć. W związku z tym najczęściej diploidalne zygoty są heterozygotyczne, a to w tym systemie determinuje płeć żeńską. Z kolei haploidalny truteń ma jeden rodzaj allelu tego genu, a to determinuje płeć męską. Może się jednak zdarzyć, że w diploidalnej zygocie, powstałej na skutek zapłodnienia, zejdą się dwa identyczne geny. W tym przypadku również nie ma heterozygotycznego zróżnicowania genu, a to determinuje płeć męską. Rozwija się więc truteń diploidalny, który ma podwójną liczbę chromosomów. Wydawało się, że powinna powstać samica, a jednak rozwija się samiec. Dodam - żeby było jeszcze bardziej interesująco - że larwy te po sześciu godzinach od wyklucia się z jaj są zjadane przez robotnice. Byłem zszokowany, gdy pierwszy raz zobaczyłem, że pszczoły robotnice nie wyrzucają martwego czerwiu, lecz zjadają własne żywe, ruszające się larwy. Okazało się, że larwy tych diploidalnych trutni produkują hormon kanibalizmu, który stymuluje do ich zjadania.

W naturze pszczoły nie pozwalają więc trutniom diploidalnym przeżyć. Panu jednak, jako pierwszej osobie na świecie, udało się wychować je sztucznie.

Tak. Najpierw przekładałem te larwy do komórki z normalną larwą robotnicy, sądząc, że feromony tej drugiej ochronią larwę diploidalnego trutnia. Niestety, pszczoły po prostu zjadały obydwie larwy. Brałem więc takie jaja do cieplarki i gdy wykluły się larwy, sam karmiłem je mleczkiem pszczelim. Następnie trzydniowe larwy wkładałem z powrotem do ula. Wtedy pszczoły ich nie zjadały, bo one nie produkowały już hormonu kanibalizmu. Okazało się, że diploidalne trutnie są trochę większe niż zwykłe trutnie, ale za to jądra mają mniejsze. Dodatkowo ich plemniki nie przemieszczały się z jąder do dalszych części organów rozrodczych; tzn. pęcherzyków nasiennych. Szkoda, ponieważ chciałem unasienić ich nasieniem matkę, aby uzyskać później triploidalne pszczoły..

Co się dzieje z trutniem po kopulacji, skoro jego narząd kopulacyjny zostaje w matce?

Narząd kopulacyjny trutnia jest bardzo duży. Truteń musi skurczyć cały swój odwłok, aby wycisnąć go na zewnątrz. I w tym momencie, z bardzo ściśniętym odwłokiem, ginie. Na marginesie: jeżeli na filmie przyrodniczym pokazują spadającego trutnia po zapłodnieniu, który ma duży nieskurczony odwłok, to filmowcy w celu uzyskania tego efektu po prostu go zabili i zrzucali z góry.

A więc truteń formalnie już nie żyje, ale jego mięśnie pracują. Wydaje się to dziwne, ale tak jest. Musze czy pszczole można nawet oderwać głowę, a reszta poleci dalej. Zwoje mózgowe pszczoły nie znajdują się tylko w głowie. Pszczoła ma 7-8 segmentów i w każdym z nich znajduje się po jednym takim zwoju. Pszczoła może już nie żyć, ale te nerwy dalej działają. Najlepszym przykładem jest żądło. Jeżeli żądło pszczoły zostanie w skórze człowieka, to mięśnie aparatu żądła kurczą się, bo jeden taki zwój nerwowy wciąż pracuje. Dlatego najgorszą rzeczą jest, z punktu widzenia osoby użądlonej, gdy złapie ona za żądło, bo wtedy i sama sobie wyciśnie resztę jadu.

Skoro jesteśmy przy rozmnażaniu płciowym, to muszę zapytać, jak odkryto zjawisko lotu godowego matki pszczelej?

Mimo że w ulu może się znajdować nawet od tysiąca do 3 tysięcy trutni, nikt przez długie lata nie widział jak naprawdę wygląda kopulacja młodych matek z trutniami. Wymyślono więc, że istnieje coś takiego jak aura seminalis, czyli powietrze nasienne. Proces miał rzekomo wglądać tak, że gdy trutnie znajdowały się blisko matki, powietrze nasienne przechodziło do jej ciała. Na poważnie tym zagadnieniem zajął się wreszcie szwajcarski badacz, Franciszek Huber [1750 - 1831 - red.]. Ponieważ od urodzenia był niewidomy, odkrycia dokonał dzięki pomocy uzdolnionego, choć niepiśmiennego pomocnika - Franciszka Burnena. Huber instruował asystenta, a obserwacje zapisywała żona naukowca. Na początku badacze ustalili, że matka, która się wgryzła, nie składa od razu jaj. Zwrócili też uwagę, że matka wylatywała z ula na zewnątrz i po jakimś czasie do niego wracała. Potem okazało się, że na końcu odwłoka ma część narządów rodnych trutnia, w których jest nasienie. Wtedy stało się jasne, dlaczego nikt wcześniej nie widział kopulacji w ulu: było oczywiste, że matka unasienia się w powietrzu, podczas lotu godowego. Jak się później okazało - co najmniej 10 metrów nad ziemią. Na wykładach często podawałem przykład Hubera jako wzór badania dobrze zaprojektowanego, w odróżnieniu od takich, gdzie część wniosków wynika z eksperymentów, a część z domysłów.

Czy to, że matka wylatuje na lot godowy jest korzystne z punktu widzenia ewolucji?

Tak. To sposób, aby matka mogła zostać unasieniona przez trutnie z innych rodzin. Wtedy w ulu jest większa różnorodność i to jest korzystniejsze dla rodziny.

Czy wszystkie trutnie w ulu są synami matki pszczelej?

Nie. Truteń może pochodzić również od robotnicy. Nazywa się je trutówkami albo pszczołami rebeliantkami. Pszczoła, dla której typowe jest to, że robotnice przez cały czas składają niezapłodnione jaja żyje w południowej Afryce i nazywa się Apis mellifera capensis. Jej rebeliantki potrafią nawet wlecieć do innego ula i zniszczyć obecne tam mateczniki. Mieliśmy je kiedyś w zakładzie w SGGW. Któregoś dnia pracownicy zaczęli się między sobą kłócić o to, kto zagląda do ula, w którym znikają mateczniki. Nie sądzili, że to właśnie dzieło tych rebelianckich pszczół.

Nasze europejskie robotnice również mogą składać jaja. Zazwyczaj nie robią tego, gdy w ulu jest matka, gdyż wydziela ona specjalny hormon, który je od tego powstrzymuje. Kiedy jednak matki nie ma, z powodu jej śmierci czy rójki, to przez jakiś okres nie ma w ulu tego hormonu. Wtedy robotnice zaczynają składać jaja. W zaawansowanym przypadku, aby móc dalej składać jaja, takie robotnice mogą nawet zniszczyć pozostałe w ulu mateczniki. Zważywszy jednak, że z takich jaj rozwijają się tylko trutnie, rodzina skazana jest na zagładę. Dzieje się tak, dlatego że pszczoły trutówki naturalnie wymierają, a pozostają głównie trutnie. Dlatego wcześniej trzeba poddać im matkę, co nie jest łatwe, gdyż takie rodziny mają już dużo swoich niby-matek.

Jest jednak ratunek dla takiej rodziny: telitokia. Wtedy w jajeczku niezapłodnionym podwaja się liczba chromosomów, co ma miejsce u Apis mellifera capensis, ale zdarza się też, choć bardzo rzadko, u pszczoły europejskiej.

Tak, badałem to zjawisko. W czasie rozwoju następuje odwrotność mejozy. Można stworzyć warunki za pomocą manipulacji zimnem j gorącem, aby w innym okresie nastąpiło dzielenie się chromosomów. Wtedy w warunkach laboratoryjnych można sztucznie wyhodować takie pszczoły. Takimi zabiegami można wyhodować nawet osobnika, będącego z prawej strony robotnicą, a z lewej trutniem lub takiego, który głowę i tułów będzie miał takie jak u robotnicy, a odwłok jak truteń. Taka pszczoła nie żądli, bo truteń nie ma żądła. Czy taka pszczoła (gynandromorf) potrafi przeżyć w rodzinie?

Tak oczywiście, ale niektórych funkcji pełnić nie może.

Czy są sposoby, by oszukać pszczoły?

Są. Wiemy, że jeżeli na przykład do ula przyleci pszczoła z innej rodziny, to strażniczki ją zabijają z powodu jej odmiennego zapachu. Doprowadziłem do tego, że pszczoły azjatyckie olbrzymie (Apis dorsata) żyły w rodzinach pszczół miodnych (Apis mellifera). Zostały tam wychowane i pełniły role strażniczek. W jaki sposób? Wkładałem plaster z czerwiem pszczoły olbrzymiej do ramki ula i obkładałem drucianą siatką. Gdy pszczoły przeszły zapachem rodziny pszczół miodnych z ula, można było je uwolnić. Robotnice Apis dorsata czuły się strażniczkami w rodzinie pszczół Apis mellifera. Gdy przyleciała zbieraczka miodna, to olbrzymia strażniczka dotykała ją czułkami i wpuszczała albo nie wpuszczała. Jak przylatywały trutnie z innych rodzin, to strażniczki te wyrzucały je i kotłowały się z nimi przez kilka godzin na ziemi przed ulem. Można różne takie rzeczy robić i pszczoły oszukiwać.

Gablota z pszczołą olbrzymią w domu Profesora.

Eksperymentował Pan w Polsce czy za granicą?

Na miejscu, w Azji. Wprawdzie razem z kolegą przywieźliśmy pszczoły olbrzymie do Polski, ale było ich za mało do takich badań. Czy azjatyckie pszczoły przeżyły w Polsce?

Nie, ale w niektórych krajach Afryki mogą przeżyć. Kiedyś w Sudanie nagle pojawiły się pszczoły azjatyckie. Nikt ich nie sprowadzał. Okazało się, że w Indiach rój wszedł do skrzydła samolotu i tak przetransportowano go do Sudanu, a potem pszczoły rozprzestrzeniały się już same. One zabijały miejscowe pszczoły. Obawiano się nawet, że zniszczą populacje pszczół egipskich.

Jak Pan poradził sobie w Azji z pasożytem Tropilaelaps clareae?

W Azji poza roztoczem, który nazywa się Varroa i jest obecnie największym szkodnikiem, żyje również roztocz Tropilaelaps clareae. żył on na pszczołach olbrzymich i przedostał się do pszczoły miodnej w następstwie wzajemnych rabunków. W Azji jest bardzo niebezpieczny. Rozwiązałem ten problem będąc ekspertem FAO (Food and Agriculture Organistion of United Nations) w Afganistanie w latach 1983-84. Ówczesny komunistyczny rząd, a właściwie ministerstwo rolnictwa, miało pasieki, w których znajdowało się 3 tys. pni. Wszystko było tam państwowe. Po trzech latach od pojawienia się u nich Tropilaelaps zostało tylko 100 rodzin. Wezwano mnie, abym tej sytuacji zaradził. Przyjechałem do Kabulu, położonego w górach Hindukusz na wysokości nieco poniżej 2 tys. m n.p.m. Kiedy wyszło piękne słońce, powiedziałem do gospodarny: „Chodźmy zobaczyć tego waszego «tropilelapsa», bo ja jeszcze nigdy bezpośrednio go nie widziałem. Przeglądaliśmy ule i żadnego pasożyta nie znaleźliśmy. Zapytałem ich więc: „Jak to jest możliwe”? Wtedy mieszkańcy powiedzieli, że on na zimę schodzi bliżej ziemi, gdzie żyje w gniazdach myszy. Mnie Udawało się to nieco dziwne. Poczekałem dwa miesiące, aż wędrowni pszczelarze wrócą z pożytku. Bliżej granicy z Indiami teren jest już nizinny, i kiedy w Kabulu leży jeszcze śnieg, tam już kwitną pomarańcze, z nektaru których powstaje dużo smacznego miodu. Nic więc dziwnego, że wielu pszczelarzy wędrowało tam z pasiekami na zimę.

Kiedy kwiaty przekwitły, pszczelarze z pszczołami wracali do Kabulu. Wówczas zajrzałem do tych uli. Pasożytów Tropilaelaps było w nich tak dużo, że widoczne były na plastrach. Zabrałem się więc do rozwiązywania problemu. Pierwsze co wziąłem pod uwagę, to dlaczego pasożyty nie przeżyty zimy w Kabulu, gdy tymczasem pasożyty przywiezione w ulach z pożytku przetrwały. Postanowiłem sprawdzić, jak długo Tropilaelaps może przeżyć na hemolimfie robotnic. Umieściłem je więc z robotnicami w probówkach i, aby temperatura była podobna do tej w ulu (czyli 34°C) przez tydzień nosiłem próbówki pod pachą. Nawet w nocy mi się śniło, że owady zaczynają po mnie chodzić i mnie objadać. Cóż się naprawdę okazało? Pasożyty żyły nie dłużej niż 3--4 dni. Nie zdołamy przebić się przez twardą powłokę dorosłych robotnic. Ich pożywieniem mogą być lawy i poczwarki, bo powłoka ich ciał jest cienka. Z w związku z tym nie miały czym się odżywać i umarły z głodu.

Wymyśliłem więc prostą metodę ich zwalczania, która polega na sztucznym okresie bezczerwiowym. Wystarczyło tylko zamknąć matkę w klateczce w ulu na dwa tygodnie. Sposób okazał się na tyle dobry, że niektóre kraje wprowadziły to jako standard. W wyniku tego zamiast importować miód, jak wcześniej, zaczęły eksportować. Sceptycy twierdzili, że zamknięcie matki spowoduje osłabienie rodzin. Stało się wręcz przeciwnie. (Jedna pani na ten temat nawet doktorat napisała). W Polsce też stosuje się ograniczanie matki w czerwieniu. Kiedy jest dobry pożytek i nie ma czerwiu do wykarmienia, to robotnice mogą zostać zbieraczkami wcześniej i może być ich więcej. Moja metoda okazała się więc podwójnym sukcesem, za co później, w 2002 roku, dostałem międzynarodową nagrodę naukową im. Chwarizmiego w Teheranie, którą wręczał mi minister edukacji rządu irańskiego w zastępstwie chorego wówczas prezydenta. W imieniu Allaha przyznali mi certyfikat i 5 tys. dolarów. Pytali, czy wolę do ręki cny przelewem. Wolałem oczywiście do ręki. ;)

Czy Pana zdaniem miodne to zwierzęta udomowione czy dzikie?

Zdecydowanie dzikie, gdyż nie ma żadnej różnicy między pszczołami, które są w ulach a tymi, które żyją w lesie. Z tego względu bardzo niedobrze, że zaczęto przywracać bartnictwo. Jeżeli w barciach pojawi się jakaś choroba, np. zgnilec i rodzina zginie, to choroba rozprzestrzeni się po wszystkich okolicznych pasiekach w promieniu co najmniej 10 km. To jest decyzja zła i nieprzemyślana, może się bardzo źle skończyć. Dodatkowo w tym celu sprowadzono do Polski bartników z Baszkirii. Bardzo źle. W Polsce znana była metoda wchodzenia na drzewo za pomocą leziwa sznura, który zarzuca się na drzewo, by móc się wspinać. Natomiast specjaliści z Baszkirii zaczęli nas uczyć wcinania w drzewie schodków. To jest coś strasznego.

Jakie zjawisko zżycia pszczół wywarło na Panu największe wrażenie?

Gdy zobaczyłem, że pszczoły zjadają swoje żywe larwy. To było najbardziej dla mnie szokujące. Fizycznie najbardziej wyczerpująca była przygoda z pszczołami, którą przeżyłem w USA. Pracowałem kiedyś u pszczelarza, w stanie Maryland niedaleko Nowego Jorku który miał 5 tysięcy pni, ale wędrował z pasiekami do sadów, do Pensylwanii. Gdy zakwitają tam jabłonie i grusze, sadownicy zamawiają pszczelarzy którzy zresztą tylko na to czekają. Sadownicy uprzedzają jednak, że po 14 dniach zaczną opryskiwać sady pestycydami, bez względu na to, czy są tam pszczoły, czy nie. I ja te pszczoły pomagałem pszczelarzom przewozić. To była ciężka praca. W czasie dwóch tygodni trzeba było przewieźć ule tam i z powrotem. W dzień przygotowaliśmy cały transport, a w nocy - jechaliśmy z nim. Pewnego razu z powodu dziury na drodze większość uli pospadała nam z samochodu. Pewnego razu z powodu dziury na drodze większość uli pospadała nam z samochodu. Kto żyw dał nogę, w tym gapie... Zostaliśmy tylko my, pszczelarze. Nie wiedzieliśmy jak się to skończy. W normalnych warunkach pszczoły od razu same wleciałyby z powrotem do uli, ale tu, w nowym, nieznanym miejscu, były zupełnie zdezorientowane... Usiedliśmy na poboczu i czekaliśmy cały dzień do wieczora, mając nadzieję, że może wtedy pszczoły powchodzą do uli. I tak się stało! Dopiero następnego dnia mogliśmy przewieźć je dalej. Nie spałem trzy dni. Byłem tak zmęczony, że położyłem się na podłodze ciężarówki, z tyłu, „na pace” i zasnąłem jak suseł...

Ale na koniec opowiem inną historię. Swego czasu byłem na stypendium w Indiach, w miejscowości Pune, w instytucie pszczelnictwa, który zajmuje się pszczołami indyjskimi. Koniecznie chciałem zobaczyć pszczoły karliczki, bo te duże [Apis dorsata - red.] często widywałem pod oknami. Tymczasem termin wyjazdu zbliżał się nieubłaganie, a je nigdzie nie mogłem ich znaleźć. Koledzy Hindusi powiedzieli mi: „Po prostu poproś”. Z początku nie wiedziałem, o co im chodzi, więc dopytałem: „Kogo niby miałbym poprosić”? Oni odpowiedzieli pytaniem: kogo, katolicy, prosicie o pomoc?”. Odpowiedziałem: „Świętego Antoniego"... Okazało się, że w Indiach taką rolę spełnia Ganesza. Jego ojczymem był Sziwa (najważniejsze bóstwo), który miał żonę, Parwati. Gdy ta nago kąpała się w jeziorze, Ganesza ją podglądał. Zazdrosny Sziwa spostrzegł to, zezłościł się i obciął pasierbowi głowę. Matka była zrozpaczona. Sziwa chciał się zrehabilitować i aby tchnąć życie w Ganeszę, powiedział, że obetnie głowę pierwszemu przybyszowi, który się u niego pojawi. Okazało się, że pierwszy zjawił się słoń. Sziwa obciął mu głowę i przytwierdził ją w miejsce głowy pasierba. Od tej pory Ganesza ma głowę słonia. Ganesza jeździ na szczurze. (Hinduskie bóstwa często dosiadają jakichś wierzchowców). To dobre bóstwo. Wszyscy w Indiach go kochają. Niektórzy noszą nawet pierścionki z jego wizerunkiem.

kolaż: J. Jaroński

Wracając jednak do mojej historii, pomyślałem: „Co mi szkodzi? Mogę spróbować poprosić Ganeszę”. W tym celu kupiłem jego figurkę, postawiłem w oknie i położyłem się spać. Kiedy rano się obudziłem, na naprzeciwko okna zobaczyłem pszczoły karliczki. Zebrałem je sądząc, że to przypadek. Hinduscy koledzy zarzekali się jednak, abym sprawdzał dalej. Postawiłem więc figurkę w oknie i drugiego dnia, i trzeciego. Ostatecznie miałem trzy rójki. Mimo wszystko uważałem, że jest to jednak zbieg okoliczności. Nadszedł dzień święta, w czasie którego wszystkie osoby, które mają figurkę Ganesza, muszą ją utopić. Ja tego nie zrobiłem, schowałem posążek do walizki i powiozłem do Polski. Kilka lat później znalazłem się z profesorem Wilde w Nepalu. Tam z kolei bezskutecznie poszukiwaliśmy rójki pszczoły wschodniej (Apis cerana). Opowiedziałem profesowi, co mi się przydarzyło, na co on odpowiedział: „Co nam szkodzi znów spróbować?” Kupiliśmy figurkę i postawiłyśmy koło laboratorium, gdzie był ul... Co się okazało? Pszczoły wleciały do naszego ula. Zdradzę tylko, że profesor Wilde kupił potem ciężką 10-kilogramową figurkę Ganeszy, którą przywiózł do Olsztyna.😀

Artykuł ten, będący zredagowaną wersją odcinka podkastu Radio Warroza ukazał się w październikowym i listopadowym numerze miesięcznika Pszczelarstwo w 2020 r. Dziękuję redakcji Pszczelarstwa za poprawki redakcyjne. Filmy ukazały się w ramach cyklu filmowego "Superorganizm". Archiwalna strona Profesora znajduje się tutaj.

Komentarze

Możesz także polubić: