Zagrożenia dla pszczół w środowisku rolniczym

Korzystając z różnorodności dzikich gatunków około 10 000 lat temu zaczęto uprawiać niektóre rośliny i hodować zwierzęta, dając tym początek rolnictwu. Do dnia dzisiejszego rolnictwo opiera się w dużej mierze na tzw. usługach ekosystemowych dostarczanych przez różnorodne gatunki oraz zjawiska przyrodnicze.

Jedną z lepiej poznanych usług jest zapylanie roślin uprawnych. Ostatnie dziesięciolecie zdecydowanie poszerzyło naszą wiedzę na temat nie tylko korzyści, ale także ekonomicznej wartości zapylania upraw rolnych. Według danych statystycznych około 75% roślin uprawnych korzysta w większym lub mniejszym stopniu z zapylania. Dotyczy to roślin wymagających obligatoryjnie (obowiązkowo) zapylenia przez owady jak i tych częściowo od nich zależnych, których plon nie tylko zwiększa się, ale także poprawia się jego jakość (walory smakowe i skład chemiczny). Wbrew powszechnej opinii, pszczoła miodna nie jest najlepszym i najskuteczniejszym zapylaczem, dlatego nie wystarczy chronić tylko ją, aby zabezpieczyć przyszłość upraw owadopylnych. Dzikie pszczoły zapylają większość upraw bardziej skutecznie, niż pszczoły miodne, które mogą co prawda polepszyć dodatkowo efekt zapylania, ale nie zawsze mogą zastąpić dzikie pszczoły.

Artykuł oryginalnie opublikowano w czasopiśmie "Wieś i Doradztwo" w numerze 3 (88) w 2016 r. Skopiowano do celów archiwalnych i edukacyjnych ze źródła pod następującym odnośnikiem. Czasopismo nie jest wydawane od 2019 r. Celem kopii jest ewentualnie zapobiegnięcie w przyszłości braku inkluzywnego dostępu do tego artykułu na skutek dezaktywacji strony źródła. 

Tereny rolnicze stanowią znaczącą część powierzchni lądowej Ziemi, średnio zajmując około 30-75% obszaru w różnych krajach. W Polsce tereny rolne pokrywają aż 60% terytorium naszego obszaru, stanowiąc główny element krajobrazu, dlatego zarówno pszczoły hodowlane jak i dzikie gatunki pszczół są narażone na czynniki związane z działalnością rolniczą. Raport IPBES (Między rządowa Platforma Bioróżnorodności i Usług Ekosystemowych działająca w ramach ONZ) przygotowany przez czołowych ekspertów zajmujących się zapylaczami i zapylaniem w pierwszej połowie 2016 roku wydał ocenę stanu zapylaczy na świecie oraz podsumował czynniki odpowiedzialne za kryzys zapylaczy, w tym głównie pszczół. Wszystkie wymienione w tym raporcie czynniki są bezpośrednio lub pośrednio związane z działalnością ludzką, w tym głównie z rolnictwem. Pozostałe czynniki to urbanizacja, przemysłowe zanieczyszczenie powietrza i gleby oraz zmiana klimatu.

Czynnikiem związanym bezpośrednio z rolnictwem i negatywnie wpływającym na pszczoły jest stosowanie pestycydów, które osłabiają lub, w odpowiednio dużej dawce, zabijają pszczoły. Pestycydy używa się najczęściej w prawach wielkoobszarowych wymagających czynnej i intensywnej ochrony roślin. Właśnie takie uprawy na wielką skalę przestrzenną stanowią kolejne zagrożenie dla pszczół. Z jednej strony pozbawiają dzikie pszczoły miejsc do gniazdowania, a przez to ograniczają ich występowanie, z drugiej strony dostarczają tylko jeden rodzaj pyłku i to tylko w ograniczonym czasie, stwarzając pustynię pokarmową przed i po kwitnieniu takiego masowego użytku. Szerzej o tym można przeczytać w artykule dotyczącym dostępności pokarmu dla pszczół za mieszczonym w bieżącym numerze Wieś i Doradztwo. Monokultury pogłębiają też fragmentację środowiska naturalnego. Rozmiar upraw wielkoobszarowych może też istotnie zmienić strukturę krajobrazu, tworząc granicę nie do pokonania dla pszczół dzikich o małym zasięgu lotu i migracji. W połączeniu z osłabiającym działaniem pestycydów stosowanych w takich uprawach serwujemy pszczołom niebezpieczną mieszankę. Nie bez powodu naciska się na stworzenie miedz w uprawach. Choć nie rozwiąże to wszystkich problemów związanych z uprawami wielkoobszarowymi, ale przynajmniej stworzy miejsce do gniazdowania oraz "pastwiska" dla pszczół dzikich.

Przykłady ze świata, jak sady migdałowe w Kalifornii lub sady owocowe w Chinach, gdzie stosowanie pestycydów i upraw wielkoobszarowych całkowicie wyeliminowało dzikich zapylaczy, dobitnie pokazują jak daleko idące konsekwencje powoduje takie postępowanie. W USA obecnie praktycznie cała uprawa migdałów opiera się na hodowanej przez człowieka pszczole miodnej, którą przed każdym sezonem pszczelarze sprzedają do sadów. Cena takich rodzin pszczelich jest coraz wyższa z powodu nasilających się w USA ich dużych strat, co oczywiście zwiększa koszt uprawy i cenę rynkową migdałów.

I tu pojawia się problem. Właśnie hodowla pszczół jest kolejnym czynnikiem, który z założenia, z powodu swej masowości, niesie zagrożenie ułatwionego przekazywania chorób. Dobrze widać to na przykładzie pszczoły miodnej, w przypadku której nawet przy regularnej kontroli, w przypadku dużej liczebności rodzin na jednym terenie, stają się one bardziej podatne na choroby. Niektóre choroby znane do tej pory tylko u pszczół miodnych (jak choroba woreczkowa, wirus zdeformowanych skrzydeł czy nosemoza) znaleziono także u dzikich gatunków pszczół i trzmieli. Świadczy to o możliwości skutecznego przekazywania chorób pomiędzy gatunkami pszczół. Pszczoła miodna jest też często przewożona lub hodowana w pobliżu miododajnych upraw, obciążając środowisko samą swoją masową obecnością, wypierając inne gatunki i potęgując tym negatywny wpływ upraw wielkoobszarowych i pestycydów na inne dzikie pszczoły. W przypadku trzmieli hodowlanych (głównie dla potrzeb zapylania w szklarniach) badania wykazały, że mimo teoretycznej bariery jaką jest szklarnia, dochodzi do przenoszenia chorób, a także mieszania się hodowanych podgatunków z rodzimymi. Tym sposobem wytwarzają się słabsze z naszego punktu widzenia mieszańce, które mogą być gorzej przystosowane do naszego klimatu niż rodzime podgatunki, ponieważ stanowią krzyżówkę z osobnikami południowymi, w przeciwieństwie do naszych, nie zimującymi w sezonie zimowym.

Zdjęcie krajobrazu z góry (z samolotu) ukazujące krajobraz typowy dla rolnictwa przemysłowego. Krajobraz poszatkowany przez pola monokulturowe. Na jednym z pól widać pasiekę.
Przemysłowa produkcja miodu na polach rzepaku. Fot. Eric Prince na licencji CC BY-NC-SA z tego źródła: https://www.flickr.com/photos/prince-eric/293742168/

Oprócz pszczół hoduje się również inne zwierzęta. Chów bydła czy owiec wydaje się nie mieć nic wspólnego z zapylaczami, ale w przypadku intensywnego wypasu, szczególnie wiosną, na pastwiskach zmniejsza się liczba pszczołowatych ze względu na zanik kwiatów i stratowanie miejsc gniazdowych. Podobnie działa wczesne koszenie. Jednak ekstensywny wypas i koszenie ekologiczne może zwiększyć różnorodność roślin kwiatowych oraz nie niszczy siedliska pszczół dzikich, powodując tym samym zwiększenie liczebności i różnorodności zapylaczy.

Na domiar złego nie tylko rolnictwo wpływa na występowanie pszczół w środowisku naturalnym. Nie można pominąć zanieczyszczeń powstałych w wyniku działalności przemysłowej: hut, rafinerii, elektrowni lub zwykłego ruchu samochodowego, produkującego lotne związki oraz pyły metali ciężkich zanieczyszczających środowisko. Ponadto coraz większe tereny zajmowane są przez osiedla ludzkie i przemysł. Kilka lat temu polskie badania wskazały, jak obniża się przeżywalność larw, co w rezultacie ma wpływ na wielkość populacji murarki ogrodowej, powszechnie występującej pszczoły dzikiej na terenach skażonych metalami ciężkimi. Pokazano również, że takie zanieczyszczenia powietrza i gleby nie występują wyłącznie na terenach przemysłowych, docierają także na tereny uprawne i siedliska naturalne osłabiając zdrowotność gatunków żyjących lub żerujących na zanieczyszczonym źródle pokarmu.

Wobec tych czynników pszczoły są bezradne. Dzikie gatunki mające często dodatkowo mały zasięg lotu, trudniej znajdują nowe, jeszcze nie zniszczone siedliska. Po prostu nie są w stanie do nich dolecieć. W ten sposób poza wymienionymi powyżej czynnikami dochodzi dodatkowo do coraz większej izolacji istniejących populacji. Skutkiem tego jest spadek różnorodności genetycznej i dalsze osłabianie stanu zdrowotnego dzikich zapylaczy.

W ostatnich dziesięciu latach powstały liczne prace opisujące, jak wyżej wymienione czynniki pojedynczo wpływają na zapylacze. Jednakże w świecie rzeczywistym bardzo często występują razem i mogą wchodzić ze sobą w różnorakie interakcje potęgujące ich działanie. Niektóre interakcje jesteśmy w stanie przewidzieć, np. wiemy, że pszczoła osłabiona po podaniu małej ilości pestycydu łatwiej zapada na niektóre choroby, ale inne konsekwencje, jak np. równoczesne zatrucie metalami ciężkimi i pestycydami są nam nieznane. Nie wiemy jak obniża się np. dawka śmiertelna w przypadku interakcji tych czynników, a jest to wiedza niezbędna do ustalenia bezpiecznych dawek środków ochrony roślin na terenach skażonych metalami ciężkimi.

Naszym celem powinno być zminimalizowanie negatywnego oddziaływania każdego z tych czynników, a nie szukanie jednego winowajcy odpowiedzialnego za obecny problem z zapylaczami. Tylko rolnictwo prowadzone we współpracy z pszczelarzami i ekologami zajmującymi się dzikimi zapylaczami może zabezpieczyć nas przed zanikiem tych owadów i przed tzw. cichą wiosną dobitnie opisaną już 1962 roku przez Rachel Carson w swojej książce pt. „Silent Spring”. Odpowiednio wcześnie podjęte działania na rzecz zapylaczy mogą jeszcze ochronić nasze rolnictwo przed błędami popełnionymi już w innych krajach z bardziej intensywnie prowadzonym rolnictwem i pozwoli uniknąć podwyższenia kosztów produkcji rolnej z powodu konieczności korzystania z odpłatnej usługi pszczół hodowlanych w miejsce darmowo dla nas pracujących pszczół dzikich.